Prawda o 100k na IG "w miesiąc"
NIE ODPUSZCZAJ #31
„Sukces jest sumą małych wysiłków, powtarzanych dzień po dniu.” - Robert Collier
Większość ludzi myślała, że to stało się w miesiąc, ale jak już wiesz, to nie był miesiąc.
To było blisko 400 dni.
Pierwszą rolkę opublikowałem w marcu 2024 roku.
100 obserwacji wbiłem po 4 miesiącach publikowania.
10 000 obserwacji wbiłem po 9 miesiącach publikowania.
100 000 obserwacji wbiłem po 13 miesiącach publikowania.
Rok codziennego publikowania.
Rok testowania wszystkiego co się da.
Rok ciszy pod postami i nadzieji, że któryś się przebije.
Próbowałem różnych typów postów, grafik, zdjęć, rolek, karuzeli, statycznych rolek i przez kilka miesięcy dochodziło po kilkaset obserwacji.
Co ciekawe, gdy miałem blisko 10 000 obserwacji, napisał ktoś do mnie z ofertą kupna profilu za 1000 zł.Odmówiłem, bo miałem jasną wizję na ten projekt.
Chciałem znaleźć kogoś takiego jak ja, stworzyć silne i kochające rodziny i wznieść nasz kraj pod kątem PKB to TOP 3 na świecie, rozpoczynając od zmiany myślenia i naszego polskiego (przepełnionego śmieciami) internetu.
Może pomyślisz, że to naiwne.
Ja Cię spytam: co z tego?
To naiwne marzenie dało mi energię do działania każdego dnia i tak po 12 miesiącach codziennego publikowania różnych treści, aż w końcu profil zaczął rosnąć.
Nie wiedziałem dlaczego.
Ludzie z mniejszymi liczbami potrafili od razu sprzedawać kursy po 997 zł.
To nie ja.
Ja wiedziałem:
jak pisać.
jak się komunikować.
ile znaczy mindset, psychika, rozwój osobisty, trening.
ile daje bycie konsekwentnym, bo większość życia byłem odrzutkiem.
Byłem chudym introwertykiem i nie miałem za dużo znajomych.
Oprócz tego nie piłem, nie paliłem i nie imprezowałem (to nie sprzyjało mojej popularności). Często się ze mnie śmiano, dlatego postanowiłem stawać się lepszym.
Rozwój osobisty zacząłem w 4 klasie podstawówki od treningów w domu. Tak oto przez kilka lat z chudego introwertyka ważącego 55 kg bez jakiegokolwiek pomysłu na życie poza “profesjonalnym graczem cs:go” w peaku formy ważyłem 87 kg, a dziś mam wymarzoną narzeczoną i w miesiąc dzięki temu profilowi na IG “wartego 1000 zł” zarobiłem 71 tysięcy.
Dla tego małego dzieciaka po lewej to jakaś abstrakcja.

To właśnie dlatego w maju tego roku narodził się pomysł na Wyzwanie 180.
Byłem pewny wartości, którą włożyłem w ten projekt i wiedziałem, że ludzie którzy mnie obserwują, potrzebują czegoś takiego.
Chciałem tym udowodnić, że można zarabiać nie przez obiecywanie czegoś, czego się nie dowozi, ale przez dawanie więcej niż się obiecuje.
Nie za 997 zł.
Za 99 zł.
Dzień po dniu przez pół roku… i moje przeczucie było trafne:
I wiesz, czytając na te wszystkie opinie z Wyzwania, coś sobie uświadomiłem.
Gdybym był racjonalny, nic z tego by to nie powstało.
Gdybym słuchał tylko logiki, odpuściłbym po trzech miesiącach, bo po trzech miesiącach miałem zero wyników i zero dowodów, że to ma sens.
I czasem właśnie to, że jesteś tak mądry, trzyma Cię w miejscu.
Wszystko analizujesz, wszystko ważysz, wszystko mierzysz i zawsze wychodzi Ci to samo. Że to nie ten moment. Że trzeba poczekać. Że nie jesteś gotowy. Że coś tam…
Ja nie byłem gotowy przez większość życia.
Poprawiałem maturę. Nie skończyłem żadnych studiów. Na koniec technikum miałem dwa z polskiego, a dziś zarabiam… pisząc i robiąc błędy ortograficzne (zabawne dość, co?).
Nie miałem żadnej przewagi intelektualnej.
Moja jedyna przewaga była żenująco prosta.
Byłem wystarczająco naiwny, żeby wierzyć, że TO wyjdzie, zanim cokolwiek wskazywało, że wyjdzie. Naiwność dała mi coś, czego racjonalność nigdy Ci nie da. Konsekwencję.
Bo konsekwencja nie rodzi się z pewności. Ona rodzi się z nadziei.
Z takiego małego głosu w głowie, który mówi Ci: spróbuj jeszcze raz, jeden dzień nic nie zmieni, ale sto dni… tysiąc dni zmieni cholernie dużo. I właśnie to mnie uratowało.
Nie talent.
Nie wielki plan.
Nie geniusz.
Naiwna wiara, że życie może być inne, jeśli będę próbował wystarczająco długo.
I powiem Ci coś jeszcze. Mogę Cię zmotywować. Mogę Ci pokazać drogę. Mogę dać Ci narzędzia, mindset, strukturę, techniki, które wyniosły mnie na te liczby.
Mogę Ci dać to wszystko, czego mi brakowało, kiedy zaczynałem. Ale nie mogę zrobić jednej rzeczy. Nie mogę wyrobić tutaj w Tobie konsekwencji. To już Twoja robota. Twoja dyscyplina. Twoje codzienne wybory.
I wiem, jak to brzmi. Trudno. Żmudnie. Przyziemnie. Ale właśnie to jest dobra wiadomość. Bo jeśli ktoś taki jak ja mógł to dowieźć tylko konsekwencją, to oznacza, że Ty też możesz.
Tak, będzie ciężko.
Przez te 400 dni miałem dziesiątki momentów, w których chciałem odpuścić. Dziesiątki wieczorów w łóżku, zastanawiając się: “kiedy to wyjdzie?” Setki poranków, w których musiałem się zmuszać do wstania i zrobienia kolejnego posta.
Nikt nie pisał.
Nikt nie reagował.
Nikt nie widział tej pracy.
I to jest właśnie najtrudniejsze. Nie brak umiejętności. Nie brak pomysłu. Nie brak czasu. Najtrudniejsze jest być konsekwentnym gdy jesteś sam i nie ma żadnych wyników.
Gdy nikt nie rozumie po co to robisz.
Gdy nikt nie widzi Twojej pracy.
Gdy nikt nie pcha Cię do przodu.
Dlatego większość ludzi odpuszcza po miesiącu.
Bo są sami.
I konsekwencja boli najbardziej wtedy, gdy nikt obok Ciebie nie rozumie przez co przechodzisz.
Ale za 3 tygodnie pokażę Ci pewne miejsce.
Miejsce, w którym nie będziesz sam.
Miejsce, w którym konsekwencja nie boli, bo jesteś otoczony ludźmi którzy walczą o to samo co Ty.
Miejsce, w którym ktoś (w tym ja) patrzy Ci na ręce i nie pozwala odpuścić.
Miejsce, w którym dostajesz feedback ode mnie i innych każdego dnia.
Miejsce, w którym Twoja praca jest widziana.
1 stycznia dowiesz się wszystkiego.
A tymczasem...
Jeśli dziś nic nie działa, to dobrze.
Jeśli dziś nikt nie wierzy, to dobrze.
Jeśli dziś jesteś sam, to dobrze.
Bo jesteś dokładnie tam gdzie byłem ja 400 dni temu.
I za rok będziesz tam, gdzie ja jestem dziś, albo jeszcze wyżej...
jeśli tylko nie odpuścisz.
Nie odpuszczaj,
Jakub







