NIE ODPUSZCZAJ #40
Miałem 50 kg i wymiotowałem po jedzeniu
To był mój pierwszy etap z siedmiu.
50kg, jedzenie słodyczy, granie w minecrafta, cs:go i Subway Surfers, gdzie jednego razu doświadczyłem derealizacji, ale wtedy tego nie wiedziałem.
Do przemyślenia: “Nie chodzi o to, żeby być perfekcyjnym. Chodzi o to, kim się stajesz po drodze.”
Kilka dni temu obejrzałem film z kanału Better Ideas, w którym autor opisywał 7 etapów samorozwoju.
Po obejrzeniu, włączyłem go jeszcze 3 razy, bo uświadomiłem sobie, że on opisał całe moje życie do tej pory.
Każdy etap. Słowo w słowo.
I dotarło do mnie, że dopiero niedawno (naprawdę niedawno) wszedłem w ten 7 etap.
Pozwól, że Ci to opowiem.
Etap 1 - zagubienie
Miałem może 14, 15 lat i 50 kilogramów. Czyli byłem chudy jak patyk.
W szkole nazywali mnie pedałem. Śmiali się, że jestem taki chudy.
Praktycznie nikt mnie nie lubił.
Więc robiłem to, co robi większość ludzi, którzy nie lubią swojego życia.
Uciekałem.
Minecraft. CS:GO. Fortnite. YouTube przez pół dnia. Słodycze.
To był mój świat. Bezpieczny, przewidywalny, bezbolesny i kompletnie pusty,
Etap 2 - frustracja
Pewnego dnia stwierdziłem, że mam dość bycia popychadłem.
Zebrała się grupka chłopaków wokół mnie, młodszych ode mnie i wszyscy się ze mnie śmiali uprzednio biorąc moją piłkę od kosza.
To był mój moment “dość”.
Nie poszedłem na siłownię. Zbyt się bałem.
Zacząłem ćwiczyć jak pojebany w domu. 1000 pompek dziennie (oczywiście zaczynając od 20), 500 brzuszków dziennie, 100 podciągnięć.
Oprócz tego jakieś inne ćwiczenia, które mogłem robić w komforcie swojego domu.
Trening zajmował mi jakieś 2 godziny.
Nie dlatego, że chciałem być zdrowy. Nie dlatego, że “kochałem siebie”.
Dlatego, że chciałem, żeby ludzie przestali się ze mnie śmiać.
To była motywacja z nienawiści do swojego życia. Ale działała.
W tym etapie gdy przez 24h (lub kilka dni max) jesteś ultra produktywnym człowiekiem i robisz wszystkie dobre rzeczy, które wiesz, że Tobie pomogą, zaczynasz wizualizować sobie swoją idealną wersję życia.
Idealną sylwetkę, energię, rodzinę, dom, samochody, wolne poranki, szczęście, spokój, wszystko to jest tak realne, że doprowadza Cię to do etapu trzeciego.
Etap 3 - jojo
Dla mnie to był najdłuższy etap ze wszystkich.
Miałem już wizję swojego idealnego życia, naszkicowałem ją nawet wewnątrz jednej książki i wiedziałem, co chcę osiągnąć.
Ale był pewien problem.
Po kilku latach wreszcie zauważyłem, że kręcę się w kółko.
Pół roku było idealne, a następne pół roku było totalnym przeciwieństwem.
Przechodziłem z przerabiania kursów, oglądania podcastów, słuchania audiobooków, czytania książek, medytowania, rozciągania, trenowania, pisania dziennika, liczenia kalorii do… bycia tym zagubionym chłopakiem z etapu 1.
Pizza, słodycze, brak regularnych treningów (bo praca była ważniejsza), zero medytacji, czy czegokolwiek innego, co byłoby dla mnie dobre. Wracałem do oglądania seriali, scrollowania i powoli się staczałem.
Tak do kolejnego momentu, w którym przychodziła myśl pt. “takie życie jednak nie jest za fajne” i znów wracałem do swojej idealnej, perfekcyjnej formy.
Ten cykl powtarzał się kilka razy, a upadki w tym zagubionym etapie były coraz większe, aż nadszedł ten miesiąc, którego nigdy nie zapomnę.
Etap 4 - optymalizacja
Zachorowałem.
Leżałem miesiąc w łóżku. Straciłem 10 kilogramów.
Cała praca przez kilka lat na siłowni poszła się jebać.
Nigdy nie byłem tak słaby, jak wtedy.
I to ten miesiąc popchnął mnie to etapu 4 - optymalizacji.
Zrozumiałem, że przez lata katowałem swoje ciało. Żadnej regeneracji. Żadnych suplementów. Zero balansu. Nie zatrzymywałem się na ładowanie.
Tylko napierdalałem do przodu i ta presja perfekcji powodowała efekt jojo.
Ale tym razem po chorobie wróciłem inaczej.
Zainwestowałem w dietetyka. Zmieniłem jedzenie. Zmieniłem rutynę. Zmieniłem to jak pracuje, jak ćwiczę, jak odpoczywam, zacząłem dbać o sen i brać dopasowane pod moje wyniki krwi suplementy.
Innymi słowy wprowadziłem balans.
Po raz pierwszy w życiu zacząłem działać z głową, a nie tylko z zaciśniętymi zębami.
I to podziałało. Przestałem chorować, moje życie stawało się coraz lepsze.
Na tyle, że nikt z mojego otoczenia nie potrafił mnie zrozumieć, a ja byłem samotny, więc… etap 5.
Etap 5 - influencer
Zacząłem budować markę.
Rolki, posty, treści. Chciałem dotrzeć do ludzi, którzy mnie rozumieją.
W moim otoczeniu nikt nie rozumiał, że chcę coś więcej niż etat i kredyt.
Potakiwali, mówili że wiedzą o co chodzi, też tego chcą, ale wiesz jak to jest.
Widać kto tylko tak gada, a kto naprawdę tego chce i coś robi w tym kierunku.
Jednak gdzieś po drodze stało się coś czego nie przewidziałem.
Zacząłem czuć, że muszę być idealny.
Że skoro uczę innych, sam nie mogę się potknąć.
Że muszę być zawsze “on”. Zawsze gotowy. Zawsze silny.
Wiesz, jak to się skończyło?
Kolejnym etapem.
Etap 6 - rekalibracja
Pierwsze porażki przy budowaniu marki.
Plany, które nie wychodziły. Filmy, które robiłem od nowa. Projekty, które się waliły mimo siedzenia kilkuset godzin na planowaniu.
Słowo klucz - PLANOWANIU.
Czyli nie działaniu.
I po kilku takich porażkach zamiast się znowu skatować zrobiłem coś innego.
Zacząłem się tym dzielić.
Mówiłem o tym, że planuję rzeczy i nie wychodzą. Że odniosłem porażkę. Że się mylę. Że to część procesu.
I poczułem, że wracam do żywych.
Etap 7 - wolność
To przyszło kilka miesięcy temu. Cicho. Bez fajerwerków.
Dzisiaj trenuję, bo wiem jak dobrze się czuję po treningu.
Nie dlatego, że muszę. Nie dlatego, że inaczej jestem frajerem.
Jeśli chcę zjeść coś niezdrowego to jem coś niezdrowego. Bez wyrzutów.
Ale zauważam, że nie czuję się tak dobrze jak po tym, kiedy zrobię coś dobrego dla siebie.
I to wystarczy.
Żadna zewnętrzna miara. Żaden Instagram. Żaden ideał.
Tylko to jedno pytanie: czy to jest zgodne ze mną?
Opowiedziałem Ci to wszystko z jednego powodu.
Bo większość z Was jest gdzieś w tej historii.
Może Ty jesteś na etapie pierwszym i jeszcze nie wiesz, że coś się może zmienić.
Może jesteś na trzecim i właśnie wróciłeś z kolejnego dołka.
Może jesteś na piątym i czujesz, że gdzieś po drodze siebie zatraciłeś.
Cokolwiek to jest, widocznie to normalne.
Też przez to przechodziłem.
I dziś w końcu wiem, co pomaga przejść przez to szybciej.
Nie odpuszczaj,
Jakub
PS. Jestem ciekaw, na którym etapie Ty jesteś drogi przyjacielu. Jeśli to czytasz, odpisz na tego maila z informacją, w którym etapie myślisz, że się znajdujesz. Czytam każdą wiadomość.
PS 2. 1 maja otwieram pre-order Wyzwania 180. Więcej szczegółów wkrótce.


